Czytelnia

 

Homilia o pocieszeniu /Bogoria 29-30 sierpnia 2014 r./

 

Umiłowani przez Boga!

 

Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Matki Pocieszenia w Bogorii obchodzi dziś swoje święto. Chrześcijan, którzy się tu codziennie modlą, skłania to do namysłu nad tym, czym jest pocieszenie w życiu człowieka religijnego i to jak takie pocieszenie religijne jest rozumiane we współczesnej kulturze. Spróbujmy dziś razem się z tym zmierzyć.

W naszym rozmyślaniu poczynimy wspólnie sześć kroków:

 

(1) Aby nasze rozważania nie były jałowym mędrkowaniem, przyjrzymy się najpierw świadectwu pocieszenia religijnego, które nam pozostawił ojciec zachodniego katolicyzmu św. Augustyn;

 

(2) zastanowimy się nad tym, skąd Augustyn wiedział, że to, czego doświadczył, było naprawdę pocieszeniem Bożym, a nie jego własnym wymysłem;

 

(3) jak mamy słuchać Boga, aby dotarło do nas Jego pocieszenie?;

 

(4) czy możemy mieć jakąś pewność, że to właśnie Bóg do nas przemawia i nas pociesza?

 

(5) co z ludźmi, którzy uważają, że pociecha religijna jest wymysłem ludzi życiowo niezaradnych?

 

(6) jak w naszym rozumieniu pocieszenia Bożego może nam pomóc Maryja, Matka Pocieszenia?

 

 

Krok 1: religijne doświadczenie św. Augustyna

 

Kiedy Augustyn mocował się sam ze sobą i rozważał czy powinien zerwać ze swoim grzesznym życiem, czy też nie, głos bawiącego się dziecka skłonił go do lektury listów św. Pawła. W swoich Wyznaniach Augustyn napisał, że usłyszał ?dziecięcy głos z sąsiedniego domu (?) jak co chwila powtarza śpiewnie taki refren: ‘Weź to, czytaj! Weź to, czytaj!?. (?) Zdusiwszy w sobie łkanie, podniosłem się z ziemi, znajdując tylko takie wytłumaczenie, że musi to być nakaz Boży, abym otworzył książkę i czytał ten rozdział, na który najpierw natrafię. Dowiedziałem się bowiem, że Antoni poprzez lekcję ewangeliczną, którą przypadkiem usłyszał w kościele, otrzymał tak wyraźne pouczenie, jakby bezpośrednio do niego były zwrócone słowa (?)?.

Zapytajmy teraz: skąd Augustyn wiedział, że głos dziecka musi być nakazem Bożym, skierowanym do niego, aby wziął księgę listów św. Pawła i znalazł w niej dla siebie pocieszenie i odpowiedź na swoje wątpliwości?

 

Krok 2: skąd Augustyn wiedział, że to było religijne doświadczenie?

 

Przypomnijmy raz jeszcze kluczowe słowa Augustyna: ?Zdusiwszy w sobie łkanie, podniosłem się z ziemi, znajdując tylko takie wytłumaczenie, że musi to być nakaz Boży?. Gdybyśmy to wytłumaczenie chcieli zbadać metodycznie, czysto rozumowo, to rodzą się wątpliwości. Kontekst wydarzenia dopuszczałby wyjaśnienie raczej psychologiczne, z którego wcale nie wynika wyjaśnienie religijne. Łatwo zrozumieć, że gdy trapi człowieka jakiś problem, to jest on psychicznie bardzo wyczulony na znalezienie odpowiedzi na dręczące go pytania i wątpliwości. Trudno zresztą, aby było inaczej: kto nie pyta, nie otrzymuje odpowiedzi. Problem w tym, skąd wiadomo, że ta odpowiedź pochodzi właśnie od Boga? Skąd Augustyn to wiedział?

Otóż Augustyn nie wiedział na 100%, że głos dziecka jest pouczeniem, które pochodzi od Boga. W kwestiach wiary trzeba podjąć ryzyko i Augustyn je podjął. Gdybyśmy w naszym życiu mieli do końca postępować metodycznie, gdybyśmy wszystko chcieli udowodnić rozumowo, nie podejmując żadnego ryzyka, to trzeba by zapytać: a skąd w ogóle wiadomo, że trzeba podjąć ryzyko wiary religijnej? A może wcale nie trzeba takiego ryzyka podejmować? A może wygodniej być człowiekiem niewierzącym, niż wierzącym?

Problem w tym, że w doświadczeniu pocieszenia, które uważamy za pocieszenie religijne, pytającym nie jest człowiek. W pocieszeniu religijnym, to człowiek czuje się zapytany przez Kogoś Innego, i czuje się wezwany do udzielenia Mu odpowiedzi. Kiedy Jezus pocieszał zapłakaną Martę po śmierci jej kochanego brata Łazarza, postawił jej pytanie: ?Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem! Kto wierzy we Mnie, chociażby nawet umarł, żyć będzie. Czy wierzysz w to?? (por J 11, 25). Nasze ?metodyczne wątpienie?, aby zwątpić we wszystko, czego nie da się rozumowo udowodnić, tu się nie sprawdza. W pocieszeniu religijnym nie chodzi o udowodnienie, lecz o rozumną decyzję człowieka: za lub przeciw Temu głosowi, który mnie w doświadczeniu religijnym wzywa do odpowiedzi i ku sobie pociąga.

Weźmy inny przykład. Św. Józef, mąż Maryi. Był on człowiekiem sprawiedliwym przed Bogiem, ale nawet i to nie wystarczyło, aby sam (bez pocieszenia Bożego) zrozumiał, co się w jego życiu naprawdę dzieje. Był załamany. Maryja okazała się brzemienną zanim wzięli ślub. Chciał ją od siebie oddalić. Ale otrzymał łaskę Bożego pocieszenia, aby przyjął Maryję do siebie, bo z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. We śnie otrzymał też nakaz, że ma z Maryją i narodzonym już Dzieciątkiem uciekać do Egiptu. Co zrobił Józef? Zaryzykował. Nie usiadł i nie zaczął się zastanawiać na tym, jak udowodnić samemu sobie, że to, co we śnie usłyszał, było głosem Bożym, czy jego własną fantazją. Nie dowodził, lecz zaryzykował i działał: natychmiast wziął Maryję i niemowlę i wybrał się w niebezpieczną drogę do Egiptu. Co takie ryzyko znaczy dla nas?

Edyta Stein, św. Teresa Benedykta od Krzyża, napisała: ?Nie trzeba, byśmy aż po kres naszego żywota szukali dowodu prawomocności doświadczenia religijnego. Konieczne jest jednak, byśmy opowiedzieli się za lub przeciw Bogu. Tego się od nas wymaga: zdecydować się, nie otrzymując w zamian kwitu gwarancyjnego. Oto jest wielkie ryzyko wiary. Droga wiedzie od wiary do oglądu, nie odwrotnie?. Co to znaczy, że droga wiary wiedzie od wiary do oglądu, a nie odwrotnie? Znaczy to, że w religii chrześcijańskiej najważniejsze jest słuchanie Boga i posłuszeństwo Bogu, a nie oglądanie Niewidzialnego Boga i siedzenie z założonymi rękami. Mamy Bożą obietnicę, że gdy będziemy na ziemi słuchać słów Pana Boga, gdy będziemy tym słowom posłuszni, to nagrodą w życiu przyszłym będzie oglądanie Boga twarzą w twarz. Ale teraz, na ziemi, mamy czas wiary w Boga, którego nikt nie widział. Bóg nie jest nam nieznany, ale jest nam znany jako Ten, którego nikt nie widział. Bóg jednak do nas przemawia, a nasze zadanie polega teraz na tym, aby te szepty Boże usłyszeć i być im posłusznym. Ale jak słuchać Boga, aby czerpać pocieszenie z Jego niepojętej miłości do nas?

 

Krok 3: jak słuchać Boga i Jego pocieszenia?

 

Bóg objawia się człowiekowi na wiele sposobów i na wiele sposobów ku Bogu się milczy i Boga się słucha. Bóg chce zbawić każdego człowieka, co oznacza, że każdy człowiek bez wyjątku ma w sobie wewnętrzną wrażliwość wyczuloną na słuchanie Boga. Dzięki tej wrażliwości Boga słyszy się nie tylko w samej Biblii, ale także w tych miejscach i sytuacjach, w których, według ?przepisowej pobożności?, w ogóle Bóg nie miał prawa przemawiać. Jednym z błędów pierwszej ewangelizacji było właśnie to, że szukano Boga tam i tylko tam, gdzie z góry spodziewano się Go usłyszeć. Bóg jest jednak bardziej pomysłowy, niż człowiek.

Czeski teolog, ks. Tomas Halík, pisze o niewyczerpanej pomysłowości Pana Boga w docieraniu do ludzi: ?Znam też jednak innych, których do refleksji nad wiarą sprowokowały dzieła artystyczne, czasem nawet bardzo kontrowersyjne, łącznie z filmem Martina Scorsese Ostatnie kuszenie Chrystusa, choć przeciwko niemu wielu chrześcijan protestowało, nawet podpalając kina. A u nas film ten paru młodych ludzi skłonił do zainteresowania Ewangelią, a w końcu doprowadziło ich to do wspólnoty kościelnej. Niekiedy właśnie polemika z chrześcijaństwem, albo przynajmniej z jego tradycyjnymi formami, rozbudza zainteresowania tych, do których tradycyjne formuły wiary nigdy by nie przemówiły. Istnieje zatem wiele dróg, a ja nie mogę się nadziwić fantazji i wynalazczości Pana Boga, z jaką przemawia On do młodych?.

O pomysłowości Boga, który pragnie dotrzeć do każdego człowieka, wspomina Edyta Stein. Pisze, że gdy podczas spaceru po Heidelbergu ze swoją koleżanką Pauliną Reinach wstąpiły ?na kilka minut do katedry i gdyśmy tam pozostawały w nabożnym milczeniu, weszła jakaś kobieta obarczona koszykiem i uklękła w jednej z ławek na krótką modlitwę. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Do synagogi i zborów protestanckich, do których chodziłam, szło się tylko na nabożeństwo. Tu ktoś się oderwał od wiru zajęć, aby wstąpić do pustego kościoła, jakby na jakąś poufną rozmowę. Nigdy tego nie zapomnę?.

Czy to oznacza, że jednak możemy mieć jakiś rodzaj pewności, że to naprawdę Bóg do nas przemówił i nas pocieszył?

 

Krok 4: czy możemy mieć jakąś pewność, że to Bóg do nas przemówił i nas pocieszył?

 

Wiara religijna jest mądra, bo jest rodzajem pewności. Ks. J. Tischner pisał: ?Wiara jest pewnością. Skąd bierze się ta pewność? Jeśli Słowo Boże jest prawdziwym pokarmem duszy, to dusza powinna je rozpoznawać po smaku i po życiu, jakie z niego płynie. Wiara jest myślą. Nie można przecież inaczej przyjmować słowa niż poprzez myśl. Ale jest to myśl przedpojęciowa [czyli, nie trzeba być uczonym, aby być mądrym wierzącym człowiekiem]. Wystarczy jej [myśli religijnej] obraz, metafora, symbol. Z nich płyną do duszy boskie treści, a każda jest na miarę głodu, jaki dusza tu i teraz odczuwa. Głód pulsuje i podobnie pulsuje rozumienie Słowa Bożego. Rozumieć, to wierzyć. Wierzyć, to karmić się. Karmić się znaczy żyć?. Co znaczą dla nas te słowa?

Karmi się tylko ten, kto odczuwa głód. Gdy w modlitwie, w czytaniu Pisma Świętego, w adoracji Najświętszego Sakramentu, zaspokajamy nasz głód pocieszenia, nowej nadziei, wyjścia z trudnej sytuacji życiowej, to czy takie zaspokojenie głodu nie jest mądrym potwierdzeniem pewności, że pocieszenie pochodzi naprawdę od Mądrego i Dobrego Boga, a nie jest naszym osobistym wymysłem?

Życie nie tylko ludzi świętych pokazuje, że potwierdzeniem autentyczności przeżycia religijnego jest nieoczekiwana zmiana w dotychczasowym sposobie podejścia człowieka do trudnej, albo dramatycznej sytuacji egzystencjalnej. Człowiek nabiera osobistej pewności, że dostąpił łaski, bo został wydobyty z rozpaczy, bo ujrzał ?światełko w tunelu?, bo został napełniony pokojem, którego sam nie mógł sobie udzielić.

Bill Hybels – duszpasterz na przedmieściach Chicago – wspomina, że prowadząc samochód na autostradzie, otrzymał wiadomość o śmierci swego ojca. Ogarnął go niepokój i lęk o przyszłość (ojciec był dla niego życiowym oparciem). Ale podczas cichej modlitwy w samochodzie Hybels został napełniony pokojem, którego źródła żadną miarą nie potrafił odnaleźć w sobie samym. Napisał: ?dobiegł mnie wyraźny podszept miłosiernego Boga. ‘Będę twoim ojcem? – powiedział. – ‘Obiecuję, że nigdy nie będziesz sam?. Gdy słowa te przeniknęły moją duszę, poczułem, że z serca spada mi ogromny ciężar. Za sprawą Ducha Świętego w mojej głowie natychmiast rozbrzmiał fragment Księgi Psalmów mówiący: (?) Ojcem dla sierot i wdów opiekunem jest Bóg w swoim świętym mieszkaniu. (Ps 68, 6). ‘Ojcem dla sierot? – te słowa prawdy wdarły się do mojego umysłu i napełniły mnie pokojem, którego nijak sam nie mogłem osiągnąć?.

Kto nauczył się mądrze przyglądać swemu życiu, ten wie, że ogarnęła go łaska Boga. Ks. J. Tischner mawiał: ?Człowiek wie, że przyszła łaska. Sam z siebie nie potrafi wydobyć nadziei. Gdyby potrafił, nie popadłby w rozpacz. Ma świadomość, że dotknął go Boży wdzięk?. Ale co z ludźmi, którzy uważają, że ów Boży wdzięk, który niesie nam pociechę, to tylko nasz wymysł, wymysł ludzi religijnych, którzy nie potrafią stawić czoła życiowym trudnościom i potrzebują pocieszenia? Kto lub co zamiast Boga może nam przynieść pociechę w trudnych życiowych sytuacjach?

 

Krok 5: kto zamiast Boga może nas pocieszyć?

 

 

Każdy człowiek (bogaty i biedny, głupi i mądry) potrzebuje pocieszenia, ale nie każdy szuka pocieszenia w Bogu. Nasuwa się więc pytanie: jaka jest różnica między człowiekiem, który szuka pociechy w Bogu, a człowiekiem, który szuka pocieszenia poza Bogiem?

Człowiek religijny kieruje się w swoim życiu przykazaniami Bożymi, a człowiek niereligijny może kierować się w swoim życiu zasadami etycznymi, które same w sobie mogą być bardzo szlachetne. Człowiek religijny nie jest człowiekiem doskonałym moralnie. Jest skłonny do grzechu, jako przekroczenia Bożego prawa. Podobnie człowiek niereligijny. On także jest słaby i skłonny do ?nieautentyczności? swego życia, czyli do niewierności swoim zasadom etycznym, które wyznaje. Jaka zatem jest między nimi różnica?

Różnica jest następująca. Gdy człowiek religijny okaże się słaby, niewierny Boskim przykazaniom, to może znaleźć przebaczenie i pociechę w ramionach Boga Ojca, Boga Miłości i przebaczenia. Człowiek religijny wierzy, że może być w pełni sobą tylko wtedy, gdy przebywa blisko Boga. Człowiek religijny nigdy nie jest sam. I ta świadomość jest jego życiową siłą i nadzieją. Bóg Miłości nie jest biernym obserwatorem ludzkiego życia, ale pomaga dorastać człowiekowi do pełni człowieczeństwa. Autentyczne życie religijne nie polega na idealnej bezgrzeszności, lecz na potrzebie zbawienia, z którą człowiek zwraca się do Boga. W swoim grzechu i przyszłej biologicznej śmierci człowiek religijny nie jest zdany na samego siebie i ma wielką nadzieję, która przewyższa wszystko, co kruche i doczesne.

A skąd czerpie pociechę człowiek niereligijny? Człowiek niereligijny nie jest ulepiony z innej gliny, niż człowiek religijny. Także człowiekowi niereligijnemu zdarzają się chwile słabości, gdy okazuje się kimś ?nieautentycznym?, tzn. ma swoje szlachetne ideały i etyczne zasady, ale nie potrafi im sprostać. Co wtedy? Gdzie ma szukać pocieszenia? Otóż nawet w człowieku niereligijnym żyje potrzeba obdarzenia kogoś lub czegoś boskim, religijnym autorytetem. Jak pies ma swojego pana, tak człowiek musi mieć swojego Boga, lub coś, co nazwie ?bogiem?. Kogo nazywa Bogiem człowiek niereligijny? Najczęściej obdarza on boskim autorytetem swoje własne sumienie. Moje sumienie jest moim Bogiem. Marcello Pera zaproponował nawet metaforę ?świeckiego Boga?, który ma zastąpić niewierzącemu Boga religii. Taki ?świecki Bóg? jest jednak ludzkim wymysłem – jest nijaki, bo nie ma ani swego oblicza, ani swoich dogmatów, ani objawień, ani kompetentnych interpretatorów, wyznań i rytów. Jest to ?Bóg sumienia?, który ma uświadamiać człowiekowi jego skończoność, nędzę, wielkość, jest istotą, która człowieka karze i nagradza, jest ?Bogiem jego udręk i uniesień?.

Ale zastanówmy się: czy ?świecki Bóg?, nawet jeśli potrafi uświadomić człowiekowi jego nędzę, albo go wynagrodzić poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, czy taki świecki Bóg potrafi człowieka pocieszyć, dać mu nową nadzieję w godzinie życiowej tragedii lub wielkiej próby?

Otóż ?świecki Bóg?, nawet pisany wielką literą, nie jest w stanie być dla rozumnego człowieka oparciem, nadzieją i zbawieniem. Dlaczego? Kiedy człowiek niereligijny przestaje być w swoich oczach ?autentyczny?, kiedy żyje w niezgodzie ze swoimi szlachetnymi ideałami, które teoretycznie uznaje, to nic nie może go usprawiedliwić ani w życiu, ani w godzinie jego śmierci. Hasło: ?partia ci wszystko wybaczy? – już się skompromitowało; wielu członków partii potajemnie brało kościele śluby i chrzciło dzieci w Imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, a nie w imię pierwszego sekretarza. Ponadto, w godzinie swej śmierci człowiek o ?świeckiej religijności? musiałby się modlić do ?Boga sumienia?, czyli do samego siebie, co dla każdego rozumnego człowieka musi uchodzić za jawną głupotę. Człowiek o świeckiej religijności jest bardzo biedny, bo naprawdę nie wie, w imię czego ma postępować zgodnie z zasadami etyki, którą sobie wybrał. Ostatecznie nie ma znaczenia, czy postępuje się dobrze czy źle, bo i tak człowiek idzie ?do piachu?. W takim układzie bycie człowiekiem wierzącym w Boga religii jest o wiele łatwiejsze, niż bycie wyznawcą ?świeckiej religijności? i ?świeckiego Boga?, który prowadzi człowieka i jego życie w nicość, w nicość, która pochłania wszystko bez reszty, pochłania życie człowieka i jego wartości, w które wierzył. Dla wyznawcy ?świeckiego Boga? śmierć kończy wszystko.

Człowiek, który żyje wiarą w ?świeckiego Boga?, musi być bardzo samotny. Nie może liczyć na żadne pocieszenie ponad to, co sam dla siebie wymyśli, jako swoją pociechę. Z trudem realizuje swoją szlachetną etykę, bo nie wie, po co ostatecznie być dobrym, skoro o wiele łatwiej być złym? Wówczas łatwo porzuca swoje ideały i szuka pocieszenia w czymś, co go zniewala: może pocieszenie da mu seks, może narkotyki, może ogromne pieniądze, może hazard, podróż dookoła świata... Społeczeństwo w niektórych wypadkach może pomóc i pomaga człowiekowi o świeckiej religijności, ale nigdy, przenigdy, nie zastąpi mu tego pocieszenia i tej nadziei, które kryją się w religijnej tęsknocie człowieka za Kimś Innym, niż człowiek, społeczeństwo i świat.

I tak oto doszliśmy do ostatniego pytania naszych rozważań: w czym Maryja, Matka Jezusa i Matka Pocieszenia, mogłaby pomóc ludziom niereligijnym i ludziom religijnym?

 

Krok 6: w czym może pomóc Maryja, Matka Pocieszenia?

 

Maryja, Matka Pocieszenia, jest strażniczką wiary w jedynego Boga, Boga religii. Jest to Bóg, który nie zawodzi. Jest to Bóg, który szuka każdego człowieka, a szczególnie tego, który się zagubił i żyje tylko wiarą w ?świeckiego Boga?, Boga wymyślonego, który nie może nikogo pocieszyć i zbawić. Papież Paweł VI napisał o Maryi, która jest pocieszycielką strapionych: ?Ludziom dzisiejszym, którzy nierzadko miotają się pomiędzy trwogą i nadzieją, którzy zniechęcają się wskutek świadomości swej małości i których opanowują niekończące się pragnienia Najświętsza Maryja Panna – gdy rozważa się Jej tajemnice czy to w odniesieniu do Jej ziemskiego życia, czy też do niebiańskiej szczęśliwości, jaką już cieszy się Ona w państwie Bożym – ofiarowuje pogodną wizję i słowo umacniające serca: obiecuje, że nadzieja odniesie zwycięstwo nad trwogą, komunia – nad samotnością, pokój – nad zamętem, radość i piękno – nad zniechęceniem i odrazą, oczekiwanie rzeczy wiecznych – nad doczesnymi pożądaniami, życie nad śmiercią?.

Nasze wspólne rozmyślanie wypada nam zakończyć modlitwą: Maryjo, Matko Pocieszenia? módl się za nami i za tymi, którzy jeszcze nie wierzą w Boga religii.

 

Ks. prof. Ignat. Dr hab Krzysztof Śnieżyński

Kierownik Katedry Filozofii Boga i Religii

Instytut Filozofii

Akademia Ignatianum Kraków