W CO WIERZYMY W LISTOPADOWE ŚWIĘTA?

                                                                                                                                            Tekst:  2012 P.D.

    Listopadowe święta przypominają nam o kilku rzeczach. Po pierwsze, że każdy człowiek powołany jest do życia w świętości, do tego aby do tej świętości dążyć. Po drugie, święta te przypominają wszystkim podstawową prawdę o naszej kondycji, że ?życie ludzkie zmienia się ale się nie kończy i kiedy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki wszyscy znajdziemy przygotowane miejsce w niebie? (Prefacja żałobna). Po trzecie, przypominają nam prawdę o tym, że ludzkie życie to nieustanny rozwój ku dobru. Nawet jeśli tutaj na ziemi z różnych przyczyn nie dopełnimy ?służby wobec dobra? mamy szansę naprawić to po śmierci w tzw. czyśćcu, gdzie nasza dusza będzie przygotowywać się na spotkanie z Bogiem

 

   Kto dziś o tym wszystkim pamięta? Kto o tym myśli podczas listopadowych świąt? Wielu obserwatorów życia religijnego i społecznego w Polsce wyraża coraz mocniejsze wątpliwości sceptyczne z których wynika, że nasza kondycja duchowa i religijna staje się coraz mnie wrażliwa na te prawdy, coraz mniej niezdolna do poważniej i twórczej refleksji nad sensem życia i przemijania, nad ostatecznym przeznaczeniem kondycji człowieka. Coraz mniej interesuje nas to jak duchowo przeżyć listopadowe uroczystości. Obchodzą nas rzeczy, można powiedzieć, drugorzędne. Zajmuje nas wystrój grobów, ilość kupionych kwiatów i zapalonych zniczy, często towarzyszy temu dosyć prymitywne porównywanie się z innymi. Kto ma więcej czego, kto ma bardziej rozłożysty bukiet, a kto postawił więcej zniczy. Traktujemy to wszystko tak jakby to była właściwa miara przeżycia tych świąt. A przecież w tym wszystkim nie oto chodzi! Ważne jest aby groby naszych bliskich wyglądały dostojne, aby były godziwie przystrojone, ale tak naprawdę tym co powinno je przystrajać powinna być nasza modlitwa i zaduma nad tajemnicą życia i przemijania.  W roku wiary, trzeba postawić sobie kilka pytań;

 

 

Czy my jeszcze potrafimy się modlić za zmarłych?

 

Po co w tych dniach tak naprawdę idziemy na cmentarz, czy tylko po to bo tak nakazuje tradycja, czy też po to aby spotkać się ze znajomymi i miło sobie pokonwersować, czy też po to, aby zabić czas, bo i tacy się zdarzają?

 

Co to znaczy modlić się za tych, którzy poprzedzili nas już w tej pielgrzymce wiary?

 

Jaka jest jakość naszej modlitwy za zmarłych?

 

Czy wierzymy w to, że modlitwa ta przynosi jakieś skutki duchowe dla nas, a naszym zmarłym wyprasza potrzebną pomoc w drodze na spotkanie z miłosiernym Bogiem?

 

Czy wierzymy w obcowanie świętych, jedyną możliwą drogę naszego kontaktu z tymi, którzy od nas odeszli?

 

Czy zdajemy sobie sprawę z tego, czym jest autentyczna i pełna duchowej głębi modlitwa za zmarłych?

 

Czy uświadamiamy sobie to, jak w ogóle modlić się za zmarłych?

 

Tych pytań można tu jeszcze postawić wiele, ale myślę, że i ta litania jest wystarczającą.   Podstawą naszej modlitwy za zmarłych jest przede wszystkim wiara w to, że życie ludzkie nie kończy się w momencie śmierci. Aby wierzyć, że modlitwa im pomaga, trzeba uprzednio uwierzyć, że oni nadal istnieją, że ich życie faktycznie doznało pewnej, może niezrozumiałej dla nas przemiany, ale trwa nadal, poza czasem i przestrzenią. Musimy odpowiedzieć sobie na to kluczowe pytanie, czy my wierzymy w coś takiego jak dusza? Czy przyjmujemy, że dusze naszych bliskich zmarłych istnieją nadal po śmierci, że możemy nawiązać z nimi jakiś duchowy kontakt? Czy we współczesnej sytuacji duchowej i kulturowej wiara w tego rodzaju byty jak dusze jest jeszcze sensowna? Czy ludzie potrafią otwarcie przyznać się do tej wiary? Czy może ukrywają ją z obawy przed wyśmianiem i zaklasyfikowaniem do kategorii ludzi zabobonnych i ciemnych?  Czy może bardziej racjonalna i poprawna politycznie jest dziś wiara w Halloween, które jest jedną ze współczesnych form banalizowania i trywializowania zjawiska śmierci? Przecież zamiast racjonalnie podyskutować o tych problemach, nawet z tymi najmłodszymi, lepiej się przebrać i udawać samozadowolenie wynikające z duchowej pustki i frustracji przed stawieniem czoła poważnym problemom egzystencjalnym.   Współczesna kultura i wyprodukowany przez nią twór jakim jest ?współczesny człowiek? nie przejawia skłonności do wiary w duszę, ani do jakiejkolwiek innej formy wiary, która związana jest z zaangażowaniem myślenia. Jeden z satyryków powiedział kiedyś ?że myślenie boli?. Ta negatywna laurka jaką wystawia się niektórym współczesnym przedstawicielom gatunku homo sapiens ma poparcie nie tylko w danych statystycznych ale i we własnych doświadczeniach obcowania z tymi niektórymi. Owi niektórzy, myślą tak: jeśli czegoś nie można zobaczyć, zmierzyć, pokawałkować, dotknąć to wydaje się, że coś takiego nie ma prawa bytu. A jeśli jeszcze to coś nie jest zarejestrowane na jakimś portalu społecznościowym to już prawdopodobieństwo, ze w ogóle nie istnieje równa się 100%. Współczesny człowiek zatracił coś takiego, jak poczucie tajemnicy świata. Tajemnica napawa go lękiem i przeraża. Już sama myśl o czym takim, czego nie można do końca poznać aby nim zawładnąć jest nie do zaakceptowania przez posługującego się instrumentalną racjonalnością człowieka współczesnego. Nie dostrzega on, że w otaczającym go świeci mogą istnieć takie obszary bytu, które nie poddają się łatwo i szybko penetracji uzbrojonego w naukowe narzędzia rozumu. Ale nie tylko ze świata została wygnana na banicję tajemnica. Także sam człowiek przestał uważać samego siebie za tajemnicę. Dlaczego, można zapytać, tajemnica tak bardzo przeszkadza współczesnemu człowiekowi? Dlatego, że stanowi ona protest przeciwko wszechwładnemu rozumowi. Przyjęcie tajemnicy musi wiązać się z uznaniem, że nie wszystko można dogłębnie poznać, że nie wszystko co w świecie i człowieku można zobaczyć i rozkawałkować. Uznanie tajemnicy świata i człowieka jest wymogiem surowego i ascetycznego realizmu, który dla współczesnego człowieka jest nie do przyjęcia.  Wiara w duszę jest związana z uznaniem, że w człowieku znajduje się tajemnica, której nie możemy do końca uchwycić naszym rozumem. Kiedy wyganiamy z bytu ludzkiego tajemnicę i skazujemy ją na banicję, a człowieka zaczynamy traktować jako zbiór materialnych części, powstałych drogą mechanicznego przypadku, wtedy o duszy nie może być mowy. Tylko tam gdzie w ?przestrzeń? bytu ludzkiego wkomponowywuje się tajemnica, tylko tam możemy otworzyć się na wiarę w duszę, jako nadprzyrodzony pierwiastek. Dusza jest tajemnicą, nie zaś problemem, jak powiada francuski filozof G. Marcel, który możemy rozwiązać za pomocą skończonej ilości kroków badawczych. Ci którzy wszędzie widzą tylko problemy, żyją w świecie bez tajemnicy. Ich świat jest jednowymiarowy i przewidywalny. Chyba to właśnie ta nieprzewidywalność tak bardzo straszy współczesnego człowieka. Jest jego demonem, który ujawnia się w sytuacji braku totalnej przewidywalności zdarzeń. Nikt nie znalazł i nie znajdzie algorytmu za pomocą którego spenetrowalibyśmy duszę i z optymistycznym uśmiechem skonstatowali: oto ona!  Jeśli dusza jest tajemnicą, to musimy otwarcie przyznać, że sami dla siebie jesteśmy do końca niepojęci, co nie znaczy, że od razu nieprzewidywalni. Ale czy to nie nasuwa pesymistycznego obrazu człowieka? Przecież ktoś mógłby powiedzieć, że skoro dusza jest tajemnicą, i ludzki rozum nie jest w stanie jej poznać, ani sensownie uchwycić jej natury, to czyż jedyną postawą, nie jest w tym wypadku agnostycyzm, czyli pogląd wyrażający się w tezie, że choć dusza istnieje, to jednak jest dla człowieka niepoznawalna? Po co zatem przyjmować istnienie czegoś, czego poznać nie można? Czyż nie jest to konstruowanie kolejnego sztucznego problemu?   Z faktu, że dusza ludzka jest tajemnicą nie wynika, że nie mamy o niej żadnej pozytywnej wiedzy. Nie wynika z tego, że jesteśmy skazani na agnostycyzm i sceptycyzm, a w przypadku jakiejkolwiek racjonalnej próby skazani na jałowy werbalizm. W przypadku poznania duszy chcemy mieć poznanie pewne, czyli takie, które doprowadza do wniosków niepoddających się wątpliwościom. Gdzie szukać takiego poznania? Czy sam rozum, jak niektórzy twierdzą, owa najdoskonalsza instancja poznawcza może nam coś powiedzieć o istnieniu duszy? W zamierzchłej historii filozofii jak i we współczesnych teoriach możemy znaleźć szereg różnych prób argumentacyjnych, których celem jest wykazanie, że możemy posiąść konieczna lub też prawdopodobną wiedzę o  istnieniu i naturze ludzkiej duszy. Ale trzeba powiedzieć, że każdy taki argument na istnienie duszy jest zależny od określonych założeń w skład, których wychodzą określone pojęcia, definicje, czyli przedzałożena, które nie mają bezdyskusyjnego charakteru. Założenia te, na co zwracał zawsze uwagę niezapomniany abp prof. Józef Życiński, akceptujemy mocą własnej decyzji wynikającej z przynależności do określonej tradycji badawczej, czy paradygmatu naukowego. Można zatem powiedzieć, że z racjonalnego punktu widzenia nie ma takich dowodów na istnienie ludzkiej duszy, które miałby charakter bezsporny i nieproblematyczny. W tej kwestii nie ma i nigdy nie będzie ekumenii pomiędzy filozofami czy przedstawicielami nauk szczegółowych. Nie było i nie będzie nigdy takiego dowodu na istnieje duszy, którego przesłanek i założeń nie można by zakwestionować przy użyciu standardowych technik analizy logiczno ? metodologicznej. Jeśli już dowody takie są formułowane, to trzeba stale pamiętać, że prowadzą co najwyżej do uzyskania wiedzy o charakterze prawdopodobnym, nie zaś koniecznym i apodyktycznie prawdziwym.  Francuski filozof i matematyk B. Pascal twierdził, że wiara wymaga od człowieka pewnego przygotowania. Pascalowi nie można zarzucić, że nie wiedział co mówił. Będąc matematykiem zdawał sobie doskonale sprawę z ograniczeń metody dedukcyjnej. Ta sprawdza się tylko w geometrii, której Pascal był wytrawnym znawcą. Był świadomy, że za jej pomocą nie można rozwiązać wielu doniosłych egzystencjalnie problemów człowieka, szczególnie tych rodzących się na linii Bóg ? człowiek. Uważał, że w duszę człowiek nie uwierzy choćby przedstawiono mu nie wiadomo jak wymyślny dowód spełniający wszelkie wymogi poprawności formalnej. Słysząc taki argument i tak by nie uwierzyłby, mógłby co najwyżej go wyśmiać, co często ma zresztą miejsce przy próbach naiwnego ?argumentowania? za istnieniem duszy przez tzw. naiwnych misjonarzy tego świata, których ?misja? nakręcana jest spiralą frustracji, lęku i zabobonu o pozorną tylko z reguły spójność grupy. W ten sposób nie można na poważnie debatować z agnostykami czy ateistami. Można co najwyżej narazić się tylko na osobiste ośmieszenie, a wiarę wystawić na brak powagi! Bo to właśnie jest kwestia wiary a nie misternej logiki dowodu. Aby jednak uwierzyć, trzeba się otworzyć na łaskę wiary i moralnie do tego przysposobić. W pierwszej kolejności trzeba oczyścić wnętrze od nieuporządkowanych przyzwyczajeń będących konsekwencją nieuporządkowania sfery zmysłowo - pożądawczej. Aby przyjąć wiarę trzeba przejść przez ?noc zmysłów?, jak powiadali wytrawni mistycy.   Rozum, o czym trzeba pamiętać, może doprowadzić nas tylko do wiedzy prawdopodobnej o istnieniu i naturze ludzkiej duszy. A czy my chcemy wiedzy tylko prawdopodobnej? Czy nie chcemy mieć jednak pewności w tak delikatnej ?materii?? Historia ludzkiej myśli pełna jest tego typu pomysłów, które przeważnie wzajemnie sobie zaprzeczały. Rozum ludzki jakoś zawsze chciał stanąć na wysokości zadania i wykazać że albo ta dusza jest albo jej nie ma. Przeważnie wysiłki jego były przysłowiową praca syzyfową? Ta pewność nie byłaby możliwa do osiągnięcia, gdyby człowiek maił do dyspozycji tylko rozum. A przecież rozum to nie wszystko, czym dysponuje człowiek jeśli chodzi o poznanie ludzkiej duszy. Pozostaje jeszcze wiara, która jak twierdził np. Wilhelm Ockham, średniowieczny zwolennik nominalizmu, jest wiarygodnym źródłem poznania nie tylko Boga ale i ludzkiej duszy. Na podstawie wiary uzyskujemy wiedzę o charakterze koniecznym, a nie tylko prawdopodobnym. Wpierw trzeba jednak uznać, że wiara jest racjonalnym źródłem poznania, że prowadzi do przekonań o charakterze racjonalnym i poznawczo doniosłym dla osobowego życia człowieka.  Wbrew emocjonalistycznym i sentymentalistycznym koncepcjom wiary, rodzącym rozmaite odłamy prymitywnego fideizmu, trzeba przyjąć, że wiara jest racjonalnym źródłem poznania na podstawie którego człowiek może uzyskać wiarygodne przekonanie o istnieniu Boga i duszy ludzkiej. To właśnie na podstawie aktu wiary będącej odpowiedzią na Objawione Słowo Boga, uzyskujemy przekonanie o tym, że człowiek obdarzony jest nieśmiertelną i niematerialną duszą. Gwarantem tej prawdy, nie jest autorytet rozumu, którego praca polega na wyprowadzaniu wniosków z uprzednio przyjętych przesłanek, co daje tylko wiedzę prawdopodobną, ale autorytet samego Boga. To Bóg swoim autorytetem epistemicznym poświadcza faktyczną prawdę o istnieniu i naturze ludzkiej duszy. Prawda o istnieniu ludzkiej duszy, którą uzyskujemy na podstawie wiary, może być w dalszej kolejności przesłanką dla różnego typu rozumowań, które już nie wykazywałyby jej istnienia, tylko dokonywały charakterystyki jej natury za pomocą tej lub innej aparatury pojęciowej uzależnionej od wstępnych przedzałożeń.  Aby uwierzyć, trzeba uprzednio otworzyć swój umysł na prawdy wiary, które poświadcza autorytet samego Boga. Bóg jest autorytetem epistemicznym, przekazywane przez niego prawdy mają charakter nieomylny i nie podlegają  żadnej sceptycznej problematyzacji. Bóg, jak powiada trafnie Kartezjusz, jest prawdomówny, nie oszukuje człowieka, gdyż nie ma w tym żadnego interesu. Zatem jeśli przekazuje nam prawdę o istnieniu duszy, prawda ta jest oczywista. Tylko umysł ludzi musi przygotować się do dojrzenia tej oczywistości. Tylko wiara daje pewność poznania, ale tylko wtedy, kiedy umysł ludzki otworzy się na łaskę wiary, kiedy wypleni z siebie to wszystko co jest moralną przeszkodą w przyjęciu aktu wiary na własność. Nikt za nikogo tego nie uczyni, każdy musi to zrobić sam na własną odpowiedzialność. Otwartość na depozyt prawd wiary jest pierwszym krokiem do uznania prawdy o istnieniu ludzkiej duszy, o uznaniu, że w człowieku jest tajemnica, której istotę zna tylko Bóg, gdyż tylko ona zna każdego człowieka w jego niepowtarzalnej indywidualności. Podsumowując: Rozum nie dowiedzie nam tego, że dusza istnieje. Może wskazać tylko pewne tropy, które będą miały prawdopodobny charakter i uzależnione będą od wstępnych przedzałożeń te, jak już wielokrotnie wykazywano, nie są bezsporne. Stwierdzenie, że rozum nie może dowieść istnienia ludzkiej duszy, nie jest ani przejawem fideizmu, ani też oznaka kapitulacji poznawczej. Wynika z realistycznej oceny możliwości poznawczych ludzkiego rozumu, i wytyczeniu mu jasnych i wyraźnych granic możliwego doświadczenia i dowodzenia.  Dlatego w tej kwestii trzeba dać pierwszeństwo nie rozumowi ale właśnie wierze, która jest wartościowym źródłem poznania i to na jego podstawie nabywamy przekonania o tak ważnej z egzystencjalnego punktu widzenia prawdzie o człowieku. Starajmy się w te listopadowe dni o pogłębienie naszej wiary w tajemnicę człowieka. Nie stójmy bezmyślnie nad grobami naszych bliskich, powtarzając bezmyślnie utarte ?zdrowaśki?, czy oddając się mało wyrafinowanym intelektualnie konwersacjom z naszymi znajomymi, o tym ile zarabiamy, co sobie ostatnio kupiliśmy a ile już wydaliśmy w czasie obecnego kryzysu. To wszystko jest przejawem kryzysu naszej wiary w tak ważne dla człowieka sprawy eschatologiczne. Starajmy się zatem otworzyć na duchowe skarby wiary, która niech umacnia w nas przekonanie, że nie jesteśmy tylko materialnymi agregatami powstałymi przez mechanizm przypadku, ale że jest w nas coś więcej, coś co stanowi o naszej istocie. Duszę można zobaczyć tylko oczyma wiary! Oczy rozumu bez wiary są ślepe, ale i sama wiara bez rozumu nie pojmie prawdy o istnieniu i naturze duszy. Dlatego rozum i wiara w tej kwestii muszą ściśle ze sobą współpracować. Są przecież jak dwa skrzydła prowadzące do poznania jednej prawdy objawionej mocą autorytetu Boga, uznanej w akcie wiary. W tej wzajemnej logice uzupełniania rozum oddaje jednak pierwszeństwo wierze, bo tylko dzięki niej może uzyskać dostęp do prawdy przekraczającej jego naturalne uzdolnienia poznawcze. Wiara niejako podarowuję tę prawdę rozumowi, przynosi mu ją aby ten w pokorze pochylił się nad jej tajemnicą.  Uznanie zatem, że istnieje coś takiego jak dusza jest podstawą naszej autentycznej modlitwy za zmarłych. Jeśli nie wierzymy, że ona istnieje nasza modlitwa pozbawiona jest swojego fundamentu. Modlitwa, która nie zasadza się na mocnym przekonaniu o tajemnicy obcowania świętych jest niewiele warta. Samo odklepywanie formułek różnych modlitw bez głębszego zaangażowania nie może przynieść żadnych duchowych owoców tak dla nas, jak i dla zmarłych. Mechaniczne ?zdrowaśki? za zmarłych nierzadko wypowiadane (czy nawet odklepywane) są bez głębszego przemyślenia sprawy. Nierzadko wyrastają one z frustracji zbudowanej na sentymentalistycznym podejściu do wiary w sprawy eschatologiczne. Kwestię wiary w istnienie duszy trzeba przemyśleć porządnie, szczególnie w te święta listopadowe, w roku wiary, kiedy Kościół Katolicki kładzie na nas obowiązek zadbania o naszą wiarę. I choć nikt nie twierdzi, że łatwo jest uwierzyć w dusze, to przynajmniej powinniśmy się duchowo otworzyć na możliwość dostrzeżenia jakże czasem głębokiego świadectwa wiary tych naszych bliźnich, dla których stanowi ona prawdę o doniosłym walorze egzystencjalnym. Wiara w duszę to nie kwestia magii, okultyzmu czy socjotechniki. Seanse spirytystyczne, w których rzekomo człowiek ma nawiązywać jakieś kontakty z duchami (nie z duszami) zmarłych, to kolejny zabobon czasów współczesnych, który ma na celu ogłupianie i manipulowanie człowiekiem. Tymczasem wiara w duszę to wiara w obecność tajemnicy osobowego Boga w człowieku. Kiedy mówimy o tym, że jesteśmy dziećmi dobrego Boga uczynionymi na jego obraz i podobieństwo, to trzeba wskazać na ów pierwiastek duchowy, który czyni nas tak wyjątkowymi istotami w całym królestwie świata przyrody. Aby oddać specyfikę tego, używa się w tradycji chrześcijańskiej słowa transcenduje, co znaczy, że dzięki duszy człowiek przekracza świat przyrody w kierunku Boga. Do Boga jesteśmy zatem podobni nie poprzez ciało ale poprzez duszę, umysł, wolną wolę i emocje.  Otwórzmy się zatem na dostrzeżenie naszej wyjątkowości i godności, która nie jest uczyniona ?ręką tego świata? ale miłością Boga stwórcy, który dając nam dusze pragnął upodobnić nas do siebie w możliwie najdoskonalszy sposób. Jak twórca, naznaczył on swoje dzieło, aby na wieki nie zaginęło ale mogło trwać pomimo zmienności dziejów tego świata i ludzkich pokoleń. Wielu twierdzi, że to mu się udało.

Ale czy my też tak uważamy?

 

Tekst:  2012 P.D.

 

  Zdjęcia na cmentarzu    -    Adam Krzyżanowski